Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szne w jakim stosunku jest tych moich biednych pięćdziesiąt rubli do sum, jakie Basia na siebie musi wydawać. Doprawdy, nie wiem poprostu, dlaczego ich tak gwałtownie żądała, a przyjęła, proszę cię, z niewysłowioną wdzięcznością, no, jak największe dobrodziejstwo.
— Myślę, że jest to dowód wielkiej delikatności uczuć.
Zarumienił się po uszy.
— Jak to rozumiesz? Przypuszczasz może, że...
Prawdopodobnie z kolei ja się znowu zarumieniłem. W każdym razie zmieszałem się uczciwie. Zacząłem namiętnie protestować.
— Ale cóż znowu!... Nic nie przypuszczam... nic absolutnie!... Myślę tylko... no, poprostu... że... No, nie chciała, ażebyś się czuł upokorzony brakiem odpowiedniej proporcji w waszych zarobkach.
— Tak, tak, to właśnie leży w jej charakterze: wytworność i delikatność uczuć.