Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


biurach, lub biegać za lekcjami, kilka rubli dorobić do naszego budżetu domowego.
Inna rzecz z Basią. Jej przebogata, artystyczna natura ma inne wymagania, inne potrzeby; jej niezwykła, olśniewająca piękność domaga się równie świetnej oprawy...
Westchnął znowu boleśnie.
— Hm — mówił z pewną goryczą — może to nieprzezornie było żenić się z tak wyjątkowo obdarowaną od natury istotą, urzędnikowi kolejowemu. Piękna, elegancka, wytworna, z upodobaniami artystycznemi żona jest dla ludzi pracy zbytkiem nie do darowania. Doprawdy, zawsze zastanawiała mię ta straszna, niewymierna dysproporcja w skali zarobków ludzkich, zkąd wypada, że pewna skala życiowa jest dla ludzi, żyjących z pracy rąk własnych, zgoła niedostępna. Zrozumiałem to jeszcze głębiej, kiedym się do tego po ślubie dotknął bezpośrednio. Proszę pana: jeden kapelusz, w którym żonie mojej mogło być do twarzy, to cała moja pensja miesięczna; jedno okrycie zimowe z futerkiem — to cała moja pensja roczna; a wieleż to lat musiałbym ślęczeć przy biurku, ażeby kupić swojej żonie garniturek brylantowy, taki, jakie dajmy na to, miewają te panie... niektóre... no, pan wie.
Grymas odrazy wykrzywił poczciwą twarz pana Adama.
— Tak, — wołał już z jakąś gwałtowną na-