Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/201

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na liście hotelowej zapisali się: Janusz H... inżynier z Petersburga z żoną.
Malarz aż krzyknął z podziwu.
— Patrzcie państwo! Ależ to znany nabab syberyjski. Człowiek niesłychanie bogaty. Posiada jakieś przeogromne kopalnie na Uralu. No, no, mogę sobie powinszować.

. . . . . . . . . . . . . . . . . .

Mam pewne powody niezawsze i niezupełnie wierzyć w ścisłość informacyi tego człowieka; bowiem, jak to mówią, przekoloryzował często z nałogu czy z powołania. Nie wziąłem też może za czyste złoto prawdy tego wszystkiego, co mi na gadał przy kolacyi i potem, przecież nie mogłem nie myśleć bez ustanku o pięknej damie, tak fantystycznie podobnej do Józi od państwa Barońskich. Pozatem rzeczywiście cisnęło mi się do mózgu mnóstwo przesłanek, z których...
Zapragnąłem zobaczyć ją bodaj raz jeszcze, zobaczyć za wszelką cenę...
Było w tem pragnieniu może coś więcej niż zwykła ciekawość, niż amatorska żyłka rozwiązania zawiłej zagadki.
Tak, wyznaję, pragnąłem wznowić w sobie wzruszenie, wywołane szelestem jej szat i zapachem jej perfum. Tęskniłem do wznowienia w sobie zachwytu, jakiego doznałem na widok jej nieskończenie harmonijnej i estetycznej postaci...