Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Co, i pan już też zdążył się przebrać?
— Nie, bo to dopiero teraz... w tej chwili
właśnie wyjaśniło się...
— A więc miałem rację — radca się mylił?
— Nie to, owszem ona... Ale tam nic nie było.
—?
Ot, zwyczajny żart maskaradowy. Oboje dali na to najświętsze słowo.