Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bie całe odium bohaterki, zadającej się rzeczy, wiście z prawdziwymi apaszami. A jednak trzeba było wprowadziś do sztuki „la crapulette“.
— To ciekawe!
— Istotnie, tłumaczy signor Durandi — miss Gips zachowała w całej pełni pewne skrupuły i przesądy dobrze ułożonej panienki z poczciwego, mieszczańskiego domu. Zachowała całą cnotę...
— Hem, hem...
Pan Durandi nie oburzył się. Zresztą, jako mędrzec prawdziwy, nie oburzał się z zasady.
Miał on sobie za punkt honoru nigdy się nie dziwić i nigdy nie oburzać. Więc też i owo mruknięcie, niepozbawione zapewne odcienia niewiary, nie zachwiało w nim olimpijskiego spokoju. Efektownym ruchem średniego palca lewej ręki dotknął złotych binokli na orlim nosie.
— Proszę pana — zaczął tonem wykładu — proszę pana, niepodobna przedstawić sobie cnoty wyzwolonej z granic czasu i przestrzeni. Absolutne, bezwzględne, czyste zło lub dobro nie istnieje. Normy nasze etyczne urabiały pewne nasze właściwości rasowe, etniczne, pewne warunki polityczne i społeczne, pewne tradycje historyczne i t. p. Ale normy te zmieniają się radykalnie, stosownie do szerokości i długości geograficznej. Otóż ja, z natury zawodu swego