Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


miałbym pewne prawo twierdzić, że wychodzę po za granice złego i dobrego — ja, który szerokości i długości geograficzne zmieniam z szybkością osiemdziesięciu kilometrów na godzinę. Czyż podobna, proszę pana, z równą, czyli, że tak powiem, ekspresową szybkością, zmieniać własne stanowisko do całego szeregu najważniejszych zagadnień moralnych? Dziś, proszę pana, jestem w Warszawie; pojutrze będę w Petersburgu; za tydzień w Moskwie, za dwa — w Rostowie nad Donem, potem w Baku; dalej wybieram się z naszą trupą wzdłuż kolei Syberyjskiej aż do Władywostoku. Zawadzę także o Yokohamę i Nagassaki, dalej Lloyd amerykański przenosi nas do San Francisco. Stamtąd jedziemy koleją prosto do New-Yorku i z powrotem do Europy, ażeby znowu via Hamburg, Berlin, Wiedeń, Budapeszt, Konstantynopol, Kair, Kalkuta, Singapore dotrzeć do Sydney i Melbourne w Australji. Potem zaś...
— Miał pan mówić o cnocie panny Gips.
— Właśnie. Chodzi o ustalenie pojęć. Musimy się porozumieć co do sprawy oszacowania pewnych wartości etycznych. Z licznych obserwacji i doświadczeń wypadałoby, ażebym pozostał zupełnym nihilistą na tym punkcie, ja jednak umiałem wynieść stąd jedynie dobrą, szeroką wyrozumiałość, nie tracąc nic z podziwu