Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czterech godzin wyjechać za granicę i dalej jeszcze, że zabrać go ztąd przyszła matka.
— Matka!
Zachwiał się na nogach. Śmiertelna bladość oblała mu lica.
Matka!
Więc ta smukła, wytworna kobieta, którą widział u wnijścia, to była ona... jego matka. Ona... Mira Moretti...
Wręczono mu papiery.
Wyszedł.
Chwyciła go za rękę.
— Janku...
— Matko — wybuchnął namiętnie. — Matko!
Spazm nerwowy nie pozwolił mu więcej mówić.
Pociągnęła go za sobą do powozu, który czekał na środku obszernego placu przed pawilonem.
— Szaloną trudność — zaczęła szybko mómić — szaloną trudność miałam z uwolnieniem cię. Niczego wam wprawdzie nie dowiedli, nic pozytewnego nie mogą zarzucić... ale u ciebie biedaku znaleziono broń. Szalone miałam trudności... Mieli cię wysłać — wyrobiłam, że ci pozwolono wyjechać za granicę.
On pochylił głowę na ramię kobiety i łkał.
Łkał okropnie, jak człowiek, który w roz-