Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zatrzymano go przed przejazdem kolei nadwiślańskiej.
— Stój.
— Stał nieruchomo z tobołem swoim na plecach między dwoma uzbrojonymi żołnierzami.
Z hukiem i trzaskiem, sypiąc skrami, przeleciał rzęsiście oświetlony pociąg luksusowy. W szerokich oknach wagonu restauracyjnego mignęły sylwetki osób, siedzących przy stolikach, na których stały świece z różowymi abażurami.
W świat, w świat!
Jeszcze tańczyły tumany kurzu i śmieci, podniesionych z plantu szalonym impetem ekspresu.
Poszli dalej.
Przed kancelaryą żandarmów w cytadeli stała kobieta, ubrana czarno. Twarzy jej dojrzeć nie mógł z powodu gęstych już o tej porze mroków. Zresztą twarz ta zakryta była woalem. Zdążył jednak zauważyć niesłychaną wytworność, jaka całą jej smukłą i wyniosłą postać cechowała. Zauważył i to także, że kobieta w chwili, kiedy obok niej przechodził, chustkę białą targała nerwowo zębami, jakby w obawie, żeby nie krzyknąć.
W kancelaryi oświadczył mu kapitan, że jest wolny, ale, że musi w ciągu dwudziestu