Strona:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.




— Litości godna osobo: sierota bezwzględny — ojca matki nie znałem, ciotka...
Doktor przystanął.
Zainteresował go niezwykle piękny głos dziada proszalnego, który, siedząc na kamiennych wschodach kościoła, wprawdzie w okropnym rytmie jękliwym, lecz istotnie niezwykle dźwięcznym barytonem żale swoje ku poruszeniu litości przechodniów wywodził:
— Ciotka mnie z litosierdzia koziem mlekiem wykarmiła — ciągnął dziad z charakterystyczną żebraczą afektacją.
— Corpo di Bacco — zawołał doktór, był on bowiem zawołanym melomanem, tedy zachwyty swoje muzyckie z włoska miał zwyczaj wyrażać.
— Corpo di Bacco, cóż za cudowny metal dźwięczy w głosie tego łapserdaka!
Doktor miał w tej mierze pewną rutynę. Wiadomo, jak poważnie zajmował się karjerą śpiewaczą panny Pająk, tancerki z pod „Bohaterskiego Medora“, więc już nietylko po ama-