Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Znachor 01.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Bo on umie leczyć, a ja nie umiem!
— Jurku! — jęknęła matka.
— Tak! Tak! Nie umiem!
— Co ty wygadujesz!
— Pamiętacie tego młynarczyka, co miał połamane nogi? Pamiętacie?... Otóż ja mu źle zestawiłem. Tak, źle. Nie umiałem tego zrobić, a ten znachor zrobił to!
Ojciec położył mu rękę na ramieniu:
— Uspokój się, Jurku! Przecież to ci nie przynosi żadnej ujmy. Nie jesteś chirurgiem. A jako lekarz od chorób wewnętrznych nie masz obowiązku znać się na... nie swojej specjalności.
Dr. Pawlicki zaśmiał się:
— Oczywiście! Oczywiście! Nie jestem chirurgiem. Ale ten znachor też do diabła nim nie jest. Jest zwykłym chłopem! Jest zwykłym parobkiem u młynarza!... Ale już mam tego dość! Wszystko mi jedno! Nie pozwolę się zagłodzić! Zobaczycie! Zobaczycie, że i ja potrafię walczyć!
Wyszedł, trzasnąwszy drzwiami...


ROZDZIAŁ VIII.

W miasteczku Radoliszkach, tam, gdzie zbiega się wąska uliczka, nosząca nazwę ulicy Napoleona, z Drugim Rynkiem, ochrzczonym imieniem Placu Niepodległości, stoi jednopiętrowa kamieniczka z czerwonej cegły, a w niej na parterze mieszczą się cztery sklepiki. Największy z nich i najokazalszy jest sklepik narożny, własność pani Michaliny Szkopkowej.
W sklepiku są do nabycia materiały piśmienne, znaczki stemplowe i pocztowe, nici, wstążki, guziki słowem „towary mieszane“ oraz tytoń i papierosy. Ilekroć Antoni Kosiba przychodził do Radoliszek, właśnie w sklepiku pani Szkopkowej zaopatrywał się w tytoń, gilzy i zapałki, a także kupował tu jedwabne nici.
Sama pani Szkopkowa rzadko siadywała w sklepie. Najczęściej w czwartki, jako w dni targowe. Zwyczajnie w domu miała zajęcia po uszy przy czworgu dzieci i przy niezłym gospodarstwie. W sklepie wyręczała się młodą dziewczyną, sierotą, która za mieszkanie, wikt i za dziesięć złotych miesięcznie spełniała obowiązki sprzedawczyni uczciwie i sumiennie.
Pani Szkopkowa umiała ocenić i inne jej zalety, a przede wszystkim to, że Marysię lubili kupujący. Lubili, bo była dla każdego grzeczna, uśmiechnięta, życzliwa, a przy tym co się