Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Znachor 01.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
— 49 —

Niespodziewanie wieczorem nastąpiła poprawa. Gorączka spadła. Kazał podnieść się wyżej i usiadł. Bez protestu wypił szklankę śmietanki i powiedział:
— Zdaje mi się, że będę żył!
— Na pewno, na pewno, Janku! Kryzys minął, to oczywiste. Czujesz się silniejszy. Zobaczysz, za miesiąc wrócisz zupełnie do zdrowia.
— Tak myślę. Czy Mariola jeszcze nie śpi?
Nigdy nie nazywał jej tym imieniem. Nie lubił go i od początku nazywał ją po prostu Marysią, do czego z czasem przyzwyczaiła się i Beata.
— Nie, jeszcze nie śpi. Odrabia lekcje.
— Więc jeszcze masz czas na lekcje z nią?...
Umilkł, a po chwili powiedział:
— Boże, ile ja tobie i jej wyrządziłem krzywdy.
— Janku! Jak możesz mówić takie okropne rzeczy! — przeraziła się.
— To prawda.
— Sam w to nie wierzysz. Dałeś nam tyle szczęścia, tyle najpiękniejszego szczęścia!...
Przymknął oczy i szepnął:
— Kocham cię, Beato, z każdym dniem bardziej. I to ta moja miłość nie pozwoli mi umrzeć.
Nie umrzesz, nie możesz umrzeć. Bez ciebie życie dla mnie byłoby gorsze od śmierci. Ale nie mówmy o tym To już minęło dzięki Bogu. Wiesz co! Zawołam Marysię. Już tak dawno ciebie nie widziała. Pozwól!
— Nie powinienem. Tu powietrze pełne zarazków. Już i to mnie przejmuje obawą, że ty wciąż nim oddychasz. Dla jej młodziutkich płuc to trucizna.
— Niech więc stanie na progu. Zamień z nią chociaż kilka słów. Ty nawet nie wiesz, jak się ona o to dopomina.
— Dobrze — zgodził się.
Beata uchyliła drzwi i zawołała:
— Marysiu! Tatuś pozwala ci przyjść.
— Tatusiu! — rozległ się z głębi domu radosny pisk, a później tupot prędkich kroków.
Dziewczynka wbiegła i stanęła nieruchomo. Już od dwóch tygodni nie widziała chorego i zmiana, jaka w nim zaszła, widocznie ją przeraziła.
— Tatuś ma się dziś lepiej — prędko mówiła Beata — ale pozwala ci tylko stać przy drzwiach. Wkrótce już wstanie i będziecie znowu razem chodzić do lasu.
— Jakże tam ci idzie, drogie dziecko? — zapytał Oksza.
— Dziękuję, tatusiu. A wie tatuś, że podmyło tę krzywą brzozę przy Siwym Ruczaju?
— Podmyło?