Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


właśnie nie rozumiem. W normalnym porządku rzeczy powinno być odwrotnie.
— Ale nie martwisz się tem? — zapytała zalotnie.
Nagle sposępniał.
— Maryś! — pociągnęła go lekko za rękaw.
— Czy się nie martwię?... Powinno to być moją tragedją.
— Jesteś niemądry. Chodźmy na obiad.
Zawrócili w boczną ulicę i weszli do restauracji. Jak zwykle o tej porze było tu pusto. Tylko przy kilku stolikach siedziało pięć czy sześć młodych jeszcze kobiet, jedzących pośpiesznie.
— Dziwna rzecz — zauważyła Anna — tylko kobiety.
— Co mówisz? — ocknął się Marjan.
— Mówię, że same kobiety. Gdzież się podziewają mężczyźni?
— W barach. Jedzą w barach. Muszą jeść prędko. Zresztą i kobiety chodzą do barów. Te tutaj, to pewno urzędniczki, tradycjonalistki. Patrz, tamte dwie jedzą nawet zupę. Anachronizm gastronomiczny. Jest taki dramat hinduski z siódmego wieku „Malati i Madhava“, którego autor, o ile się nie mylę Bhavabhuti, chce udowodnić, że kobieta stoi na straży tradycji, że jest naczyniem, w którem się przechowują dawne obyczaje. Po nim w szesnastym wieku tego samego zdania był Baltazar Castiglione. A i nasz Górnicki twierdzi coś w tym rodzaju. Natomiast mędrcy żydowscy, Platon, a z nowszych Weininger są wręcz odmiennego poglądu. Wszyscy ci myśliciele byli niestety mężczyznami.
— A co mówią myślicielki?
Dziewanowski zaśmiał się:
— Kiedyś rozmawiałem o tem z doktorem Szczedroniem. Otóż on twierdzi, że myślicielek nie było dlatego, że kobieta nawet kiedy myśli, to tylko marzy.