Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Proszę się na niego nie gniewać.
Buba była tak zachwycona tem, że gości w swoim pokoju Annę, że jeszcze przez prawie godzinę nie zamykała się jej buzia. Dopiero wyraźna uwaga Anny o zmęczeniu i późnej godzinie zrobiła swoje.
W istocie Anna nie chciała spać. Potrzebowała tylko ciszy i spokoju. Biura Towarzystwa Mundus przez cały dzień rozbrzmiewały nieustannym hałasem maszyn, dzwonków, rozmów, bieganiny. Praca wymagała natężenia czujności, szybkich decyzyj, ustawicznego koncentrowania uwagi. Z początku Anna nie odczuwała zmęczenia, gdyż zbyt absorbowała ją nowość obowiązków. Jednak z biegiem czasu wszystko potrosze spowszedniało, a wyczerpane w ciągu dnia nerwy wieczorem dopominały się wytchnienia.
Tem właśnie wyczerpaniem tłumaczyła sobie swój stanowczo zbyt mały entuzjazm dla odwiedzin Lituni. Karol z Litunią i z boną miał przyjechać za dwa dni i zabawić w Warszawie do piątku.
Przez trzy miesiące ograniczała osobiste wydatki do minimum by odłożyć kwotę wystarczającą na ten przyjazd. Bądź co bądź bilety kolejowe tam i z powrotem, kilka dni pensjonatu na dwie osoby i dziecko... Litunię oczywiście weźmie do siebie na Polną. Ciotka Grażyna napewno nie będzie miała nic przeciw temu.
Zasypiała już gdy przyszło jej na myśl, że Karol może zechce zamieszkać też na Polnej, razem z nią i to ją otrzeźwiło ze snu.
— Nie, na to się nie zgodzę.
Stanowczo zacisnęła ręce. Karol ma prawo tego żądać, naturalnie, że ma, ale musi tymczasem zrezygnować z tego prawa. Jak będzie później, w przyszłości, w jakiejś nieokreślonej przyszłości — to się zobaczy. O tem wolała nie myśleć. Narazie wszakże zbliżenie z Karolem byłoby czemś niemożliwem: byłoby złama-