Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Ich dziecko.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nigdy was nie zrozumiem, skąd się ta wasza przyjaźń wzięła — mówił nie bez lekkiej irytacji jeden z ich kolegów kompanijnych, Wacek Strzegocki. Różnicie się pod każdym względem. Właściwie powinniście nie znosić jeden drugiego.
I naprawdę różnili się. Nie tylko temperamentami, nie tylko upodobaniami, charakterami i usposobieniem, ale i poglądami. Marek był konserwatystą. Justyn entuzjazmował się postępem, w który wierzył, Marek wolał patrzeć na świat przez sceptyczne okulary przyrodnika, umysł zaś Justyna tonął w nieustającej kąpieli humanistycznej, z lekkimi oparami swoistego mistycyzmu i nieukonkretyzowanych zamiłowań do okultyzmu. Marek był realistą, Justyn idealistą.
Jeżeli zaś te różnice nie tylko nie zdołały ich rozdzielić, lecz przeciwnie, przyczyniły się do pogłębienia przyjaźni, to dlatego, iż pod paru względami byli do siebie bliźniaczo podobni. Mianowicie, obaj, pomimo młodego wieku, nie byli apodyktyczni, obaj odznaczali się nie tylko tolerancją dla przeciwnych poglądów, nie tylko lojalnością w dyskusji i szacunkiem dla zwalczania przekonań, lecz i szczerą chęcią rozpatrzenia ich, zrozumienia i nawet przyjęcia.
To sprawiało, że dyskusjom ich nie było końca, a jak określał to szeregowiec Maźnica: „pon sirżont Domaszewicz z panem plutonowym Kielskim spirajom się i spirajom uczonymi słowami, a do bitki między nimi i tak nie przyńdzie“.
Jakoż i nie przychodziło. Przeciwnie, przyjaźń z dnia na dzień rosła. W ręcz zaczęła przechodzić w stan taki, iż jeden odgadywał zamiary drugiego, że jeden z góry wiedział, co drugi w danej sytuacji powie, czy zrobi, że zamieniwszy spojrzenia, często bez wymiany zdań porozumiewali się doskonale.
Oczywiście Domaszewicz wiedział o Justynie wszystko. Znał jego stosunki rodzinne, krótkie dzieje jego dotychczasowego życia i cały rejestr przemian i zdarzeń, jakich zresztą zawierało nie wiele. Notomiast Marek chociaż oburzyłby się, gdyby go o skrytość posądzić niewiele mówił o sobie. Justyn zaś był zbyt delikatny, by go wypytywać. Wiedział, że jego przyjaciel studiuje agronomię, że pochodzi z ziemiańskiej rodziny, że ma majątek na Polesiu i że jest sierotą. Te wiadomości zresztą wy-