Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/494

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Zaśmiała się w głos, i znikła. —
A w królewnie mdłość niezwykła
Rozlewa się — wzrok się klei —
I usnęła. — Tuż z kolei,
Sen ogarnął Ochmistrzynię,
I Frejlinę po Frejlinie;
I co żyło w całym dworze,
Wpadło w letarg. —
W téjże porze
Król powraca. — Co to znaczy?
Ni doboszów, ni trębaczy,
By go witać za powrótem!
Cały odwacht śpi pokotem.
Straż przy bramie, choć stojąca,
Lecz pijana, czy drzemiąca,
Z zwisłą głową i rękoma,
Stoi martwa, nieruchoma.
Co to znaczy? — Król się gniewa,
Chce coś fuknąć — a wtém ziewa,
Ziewa, ziewa — i w pół słowa
Zasnął mówiąc — I królowa,
I jéj dama honorowa,
I szambelan z całą świtą,
Nawet laufer przed karétą,
Z podniesioną, jak biegł, nogą:
I woźnica z miną srogą,
Z zamachniętym biczem w dłoni,
I forysie, i sześć koni,
Jak jechali, tak w pół placu
I zasnęli. — I w pałacu,