Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/411

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


„Kilka dni temu, jego spokojny
Zamek brzmiał echem szczeréj radości,
Gdy do swych ognisk wróciwszy z wojny,
Częstował ucztą krewnych i gości.

„Kilka dni temu, piękna i tkliwa,
Marya jego, w dni swoich kwiecie,
Szczęśliwa żona, matka szczęśliwa,
Swe pierworodne karmiła dziecię.

„Lecz nagle rozkaz Murraja wroga,[1]
Z ogniem i mieczem nasłał żołnierzy;
Na dachy jego spadła pożoga,
Zastęp obrońców pod gruzem leży.

„A jego żona! — szydząc z jéj jęku,
I urągając z krzywdy i sromu,
W nocy, wpół nagą, z dzieckiem na ręku,
Z przywłaszczonego wypchnęli domu!…

„Cień jéj dziś tylko, w mglistych osłonach,
Gdzie fala Esku szumi przez gaje,
Niesiony wiatrem, z dzieckiem w ramionach
Co noc bolesne jęki wydaje.

„Widzą go ludzie, słyszą rozpacze,
Jak woła imię swego Bottwella,

  1. Obacz przypisek na końcu.