Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/308

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


IV.

„Otóż i wieści o nieprzyjacielu!“ —
Krzyknął stróż; — „widzę zdaleka,
„Jak w bród przez rzekę, Watt Tinlinn z Liddelu[1],
„Tu, znać przed wrogiem ucieka.
„Nie jest to napaść niesfornéj gromady,
„Gdy jéj Watt Tinlinn sam nie mógł dać rady.
„Stawiłbym szyję, że nie to wróg liczny,
„Lecz że dowodzi sam Lord nadgraniczny.“ —

V.

Ledwo domówił, ujrzano na błoniu,
Watt Tinlinn pieszo szedł obok przy koniu.
Konik był mały, kosmaty i czarny,
Lecz z kęp na kępy, przez bagna i tarny,
Sadził wezwał zręczniéj od kozy lub sarny.
Teraz niósł panią z dwojgiem małych dzieci:
Pieszo za niemi szedł służalec kmieci.
Pani rumiana, czarnobrewa, biała,
Dumna ze srebrnych błyskotek co miała[2],
Ręką znajomych z uśmiechem witała.
Łucznik był chudy, wysokiego wzrostu;
Stalna misiurka, ukuta po prostu,
I tarcz powłoką obwiedziona skórną,
Składały całą jego broń odporną.
Na krzyż przez plecy miał sajdak szeroki,
I w ręku włócznię, od świeżéj posoki

  1. W dzieciństwie mojém słyszałem wiele powieści o tym człowieku, odznaczającym się męztwem, dowcipem i trafném strzelaniem z łuku. Był on z professyi szewcem, i sługą familii Buklejów; ale wolał włócznię niż szydło. Razu jednego, angielski kapitan okręgowy, w hrabstwie Kumberlandzkiém, wpadł do Szkocyi i znaczne poczynił grabieże. Uwiadomiony o tém Watt Tinlinn, dognał go, odebrał łupy i sam uciekającego kapitana ścigał przez bagna pełne niebezpiecznych trzęsawic. Anglik jednak wydobył się z nich na brzeg twardy, i widząc grzęznącego w nich jeszcze Tinlinna, który zmuszony zsiąść z konia, za cugle go w ręku prowadził; zawołał nań z urąganiem: „Szewcze! patrz, czy dobrze przyszyłeś podeszwy; bo ci woda najdzie do bótów!“ Za odpowiedź Tinlinn wypuścił strzałę, która trafiwszy w nogę kapitana, przeszła ją na wskroś i przybita do siodła. „Widzisz, zawołał natenczas, że umiem ćwiekować skórę, choć podeszew dobrze nie szyję.“
  2. Mieszkańcy Pogranicza mało przywiązywali wartości i upodobania do sprzętów domowych, które w każdéj chwili zabrane lub spalone być mogły. Głównym przedmiotem ich zbytku były różne błyskotki i stroje, ktoremi lubili zdobić swe żony.