Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


„Lecz gdybym była w mojéj krainie.
Gdzie czysty Dewan, gdzie Allan płynie,
Takbym słuchała, tak się modliła,
Ażby śmierć sama żal mój uśpiła.

Na mojéj skroni tak kiedyś był wianek!
Śpiesz, śpiesz, mówili dobrzy przyjaciele,
Idź do kościoła, tam czeka kochanek,
Wesel się, wesel, dziś twoje wesele!
„Przeklęta zdrada! przeklęte śluby!
Zwiędnął mój wianek, zginął mój luby! —
O! śnie mój piękny! na coś mię łudził?
O! dniu okrutny! na coś mię zbudził?“ —

XXIII.

— „Kto ta dziewczyna? co znaczą jéj żale?
„Czemu tak smutna, po urwistéj skale
„Czepia się w płaszczu na wiatrach rozdętym,
„Jak czarna czapla nad zdrojem zaklętym? —
— „Blanka z Dewanu“ — rzekł Murdoch zmięszany,
„Branka mająca rozum obłąkany;
„Wzięta w dzień ślubu, gdy na czele klanu
„Rodryk dań zbierał z nadbrzeży Dewanu.
„Jéj oblubieniec śmiał stawać oporem,
„I legł pod wodza naszego toporem.
„Dziw mnie, że sama tak włóczyć się waży,
„Musiała uciec z pod Maudlina straży. —
„Precz ztąd, szalona!“ — łuk podniósł nad głową. —
— „Wara!“ Fitz-Jakób zakrzyknął surowo.