Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/063

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Witały wodza, i ręce do góry
Podnosząc, pieśni powtarzały chóry.
Ona tymczasem, jako matka tkliwa,
Co naprzód każdą chęć syna zgadywa,
Woła Helenę, aby gdy wysiądzie,
Mógł ją najpierwszą powitać na lądzie.
„Pójdź, krwi Duglasa! pójdź! twoje niech dłonie
„Zwycięzcy wieniec położą na skronie!“ —
Z drżeniem Helena, niechętnie i zwolna,
Szła, niemiłemu wezwaniu powolna;
Gdy w sam czas właśnie, z wierzbowéj zatoki,
Nagły dźwięk trąbki zatrzymał jéj kroki.
„Słyszysz Allanie! to ojciec mój wraca!
„Śpieszmy po niego! wszak nasza to praca.
„Rodryk wybaczy; wié, że mię nikt inny
„W téj powinności nie ubiegł dziecinnéj!“ —
I jak błysk słońca śmignęła i wkrótce
Na głąb ze starcem wybiegła w swéj łódce.
I kiedy Rodryk, stanąwszy na brzegu,
Szukał jéj wzrokiem po niewiast szeregu,
Ona już zbytnim znużona pośpiechem,
W objęciach ojca spoczęła z uśmiechem.

XXII.

Są czucia w ludziach, z któremi wspólniczy
Więcéj niebieskiéj niż ziemskiéj słodyczy;
Są łzy tak słodkie, tak czyste w swéj treści
Od ziemskich mętów i ziemskiéj boleści,
Że niemi nawet z rozkoszą weseli
Płakaćby mogli niebiescy Anieli.