Strona:Tłómaczenia t. I i II (Odyniec).djvu/037

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


I musiał dobrze natężyć moc dłoni,
By dźwignąć ciężar i długość téj broni.
Ważąc ją w ręku i mierząc oczyma:
„Jednego tylko, rzekł, znałem olbrzyma,
„Coby bez czarów, ramieniem człowieczém,
„Mógł w pośród bitwy wywijać tym mieczem!“ —
Twarz się dziewicy rumieńcem powlekła,
I wpół z westchnieniem, wpół z uśmiechem rzekła:
„Widzisz, rycerzu, miecz czarnoksiężnika,
„Co mię w tym zamku zaklętym zamyka;
„A tak nim łatwo wywija nad głową,
„Jak ja wachlarzem, lub rószczką wierzbową.
„Postać też jego równaćby się warta
„Z wzrostem Ferraga, albo Askabarta[1].
„Ale się nie bój! — w jaskini olbrzyma,
„Prócz sług i niewiast, nikogo dziś nié ma.“ —

XXIX.

I w téjże chwili weszła do komnaty
Znać pani domu: poważna już laty,
Lecz któréj postać i wdzięk snać za młodu,
Mogłyby zdobić sam dwór Holyrodu [2].
Helena ciotkę, z czcią matce powinną,
I z wesołością ściskała dziecinną,
Gdy ta, spokojnie, bez dumy ni sromu,
Uprzejmie gościa witała w swym domu.

  1. Dwaj olbrzymi, synowie Anaka, sławni w romansach rycerskich.
  2. Pałac królów Szkockich w Edymburgu.