Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/618

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pomnimy teraz, jaką była z nami,
Jéj świętą skromność, jéj anielskie cnoty! —
Niesłuszność naszą uznaliśmy sami —
Gniew-że twój jeszcze ma zwiększać zgryzoty?

Dunois.

Ona fałszywa!… — Gdyby tajemnicza
Prawda się chciała ukazać na ziemi,
Wziąćby musiała rysy jéj oblicza! —
Jeśli są jeszcze między śmiertelnemi,
Szczerość, niewinność czystość nieskażona —
To ich obrazem jedna chyba Ona!

Arcybiskup.

Bóg sam zna prawdę; — bo rozum człowieczy
Dojść jéj w tym razie napróżno się kusi. —
Lecz jakbądźkolwiek obrócą się rzeczy,
To jedno z dwojga w końcu wypaść musi:
Że albo w pomoc przyzwaliśmy czary,
Albośmy Świętą wygnali niegodnie.
A to czy owo, są to równe zbrodnie,
Które pozostać nie mogą bez kary.

SCENA VIII.
CIŻ, I GIERMEK, potém RAJMUND.
Giermek (do Dunois).

Wieśniak tu jakiś z Waszą Wysokością
Chce mówić. — Mówi, że jest od Dziewicy.