Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/578

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wodzowie, wojsko, tłum radośny ludu,
Czekają na cię, by iść do kościoła. —
Ja to widziałam! — ja słyszałam zdala
Okrzyk tryumfu narodu i miasta! —
O! zbytek szczęścia tłoczy mię, przywala!…
Ratuj mię, wspieraj! bom słaba niewiasta.

(Joanna podnosi ją zwolna w milczeniu. Agnieszka wpatruje się w nią z podziwieniem, i po chwili).

Aleś ty smutna? — Szczęścia, coś nam dała,
Nie dzielisz sama? — Nie dziw! twoja dusza,
Co nieśmiertelny blask Niebios widziała,
Ziemską się naszą radością nie wzrusza.

(Joanna ujmuje ją za rękę, ale wnet ją znowu opuszcza).

O! gdybyś chciała czuć sercem kobiety!… —
Lecz precz ten oręż! precz hełm z twego czoła!
Nie gardź słodszemi płci twojéj zalety! —
Miłość się zbliżyć nie śmie i nie zdoła,
Póki w twych ręku lśni miecz Archanioła.

Joanna.

Czego chcesz po mnie?

Agnieszka.

Złóż oręż i zbroję,
Daj się miłości z twém sercem oswoić!
Stań sie niewiastą! —

Joanna.

Ja mam się rozbroić? —
Teraz? — O! wiedź mię na mordy i boje,
Na groty wrogów! — tam ja się rozbroję,