Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/575

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Oby mię porwał szał wojny człowieczéj!
Oby usłyszeć świst strzał i szczek mieczy!
Śród nichby może nanowo ożyła
Duszy méj siła!

Lecz te dźwięki! lecz te nóty!
Myśl ich echem tylko brzmi.
Dusza mdléje od tęsknoty,
Serce taje w żalu łzy! —

(po pauzie z żywością)

Miałażem zabić? mogłażem go zabić,
Widząc te oczy, ten wyraz oblicza?…
O! wprzódbym na się cios wolała zwabić! —
Zbrodniąż jest ludzkość i litość dziewicza? —
Ha! ludzkość, litość! Czułażeś je wprzódy,
Gdy cię posłano nieść mord na morderce?
Czułażeś litość, gdy Walijczyk młody
Błagał cię o nię? — Milcz, milcz, podłe serce!
Nie kłam przed Bogiem! — On zna prawdy skrytość.
Nie kłam nikczemnie! — To nie była litość! —

Na cóż mi było patrzeć w jego lice? —
Bóg chce mieć ślepe woli swéj narzędzia.
Jam śmiała spójrzeć! — Przeklęte źrenice!
Z Ojca i Stróża, został tylko — Sędzia!

(Głos fletów odzywa się znowu. Joanna w smutném pogrążona dumaniu. — Po pauzie).

Obym cię nigdy, lasko pastusza,
Nie zamieniała na miecz wojowniczy!