Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/566

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Czarny rycerz.

Siła się tobie nie oprze człowiecza,
Lecz jest moc wyższa, co i tobą władnie.

Joanna.

Żadna, prócz Boskiéj! — i nie złożę miecza,
Aż tron Lankastra w proch się nie rozpadnie.

Czarny rycerz.

Złóż broń! powtarzam — ostrzegam raz jeszcze.
Nie wchodź do miasta!

Joanna.

Milcz, widmo piekielne!
Mów, kto ci natchnął te groźby złowieszcze?
Mów, lub giń!

(podnosi miecz jak do cięcia)
Czarny rycerz
(dotyka ręką Joannę, która staje nieruchoma).

Zabij to, co jest śmiertelne! —

(Nagła ciemność — uderzenie piorunu — Rycerz znika).
Joanna (z przerażeniem).

To nie był człowiek! — Zwodna mara piekła
Wyszła z przepaści, by mi zachwiać serce,
Bym się méj świętéj powinności zrzekła! —
Lecz mnież to — Boga mojego rycerce,
Mnież to wszechmocnéj nie ufać potędze? —
O! niech się cała moc piekieł sprzysięże,