Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/514

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Filip (podając dłoń wzajem).

Niech i tak będzie! — ulegam potrzebie.

Izabella.

Zgoda! wodzowie! i niech uścisk bratni
Swietszém niż dotąd spoi was ogniwem,
By spór ten zgubny był odtąd ostatni!

Filip i Talbot (ściskają się).
Lionel (patrząc na nich; na stronie).

Nietrwała zgoda za Furyi wpływem!

Izabella.

Los bitwy wprawdzie ostał się przy wrogu,
Lecz niech nas męzka pokrzepi otucha!
Napróżno Delfin, nieufny snać w Bogu,
Przyzywa w pomoc przeklętego ducha.
Straci swą duszę, jak swój kraj i władzę. —
Niewiasta stoi na wojsk jego czele;
Chcecie? — ja wasze wojska poprowadzę,
I wzorem lepiéj, niż czarem ośmielę.

Lionel.

O! nie, nie! raczéj wracaj do Paryża!
Anglik w broń ufa, nie w sztuki niewieście.

Talbot.

Tak, wracaj! — W wojsku przesąd się rozszérza,
Że nam twa bytność przyniosła nieszczęście.