Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/483

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Strona jest wszystkiém — gdy domowéj wojny
Sztandar powionął. Starzec i niewiasta
Chwyta za oręż: rzemieślnik spokojny
Kruszy swój warsztat; kupiec pali miasta;
Rolnik swe własne zasiewy wyniszcza,
By ci zaszkodzić, lub pomódz w potrzebie; —
Nikt nie oszczędza drugich, ani siebie,
Walcząc za swoje Bogi lub Bożyszcza.
A ty! król! miałbyś z litości niemęzkiéj
Praw się swych zrzekać? odrzucać nadzieje,
By skrócić wojny nieuchronne kieski? —
Nie! — niech się wojna sama wyszaleje!
Nie tyś ją zaczął; — a że lud za króla
Krew swą lat musi: — w tém jest Niebios wola
W tém prawo świata! — I biada narodom,
Coby swym królom, swéj czci i swobodom,
Krwi swéj lub mienia szczędziły w ofierze!

Król (do Radzców).

Próżno czekacie! Bóg was niechaj strzeże!
Ja nic nie mogę.

Dunois (zgniewem).

Niechże Bóg zwycięztwa
Tak się na wieki odwróci od ciebie,
Jak ty od kraju w dniach niebezpieczeństwa! —
Ale pamiętaj! że gubisz sam siebie.
Że cię nie Burgund, nie moc Albionu,
Lecz własna małość strąca z ojców tronu! —
Francyi trzeba króla-bohatéra,
A ty! — Żegnam cię!