Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/127

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    VI.

    W szacie czarniejszéj niż téj nocy cienie,
    (Żadna z cór gminu równéj nie używa),
    Którą ramiona i pierś swą okrywa,
    Pierś, Selimowi droższą nad zbawienie:
    Po krętych ścieżkach, krzewami zarosłych,
    Drżąc na świst wiatru, na szum drzew wyniosłych,
    Co wkoło z skrzypem chylą się ku ziemi;
    W ciemności, mgłami zwiększonéj morskiemi,
    Z wytężonemi przed siebie oczyma,
    Niepewnym krokiem szła obok Selima.
    I chociaż serce do powrótu radzi,
    Choć w niém złych przeczuć potłumić nie może:
    Czyż go samego zostawi w téj porze?
    Czyż się ma lękać, gdy on ją prowadzi?

    VII.

    Doszli do groty, którą w łonie skały
    Sztuka z naturą wspólnie wykuwały;
    Gdzie nieraz w chwilach wieczornych lub rannych,
    Lub w skwar świeżego szukając powiewu,
    Słuchała morza harmonii szklannych,
    Lub głos swéj lutni budziła do śpiewu;
    Albo się ucząc z Koranu miejsc świętych,
    W marzeniach, wiary prostotą natchniętych,