Strona:Szymon Tokarzewski - Na Sybirze.djvu/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


trowsku przebywałem lat... łat... ile?... nie pamiętam, dalibóg! a nie chciałbym zmyślać, nie chciałbym dodać, ani ująć... Czekaj-no młodzieńczyku, w pierwszej wolnej chwili zoryentuję się i policzę.
Kiedy zamierzasz wyjechać z Minusińska? — Nie wiem. To nie odemnie zależy. Prawdopodobnie zabawimy dłużej, ponieważ mój pryncypał Świetyłkin ma tutaj dużo handlowych interesów, a przytem, jak mi się zwierzał, doskonale się bawi.
— Doskonale się bawi? To znaczy: upija się na umór i ćwiczy się w karty po całych nocach — roześmiał się Tomasz Korsak. — W takim razie nie określony jest dzień i godzina waszego wyjazdu. Możecie tu pozostać do końca jarmarku, albo też za kilka godzin wybierać się z powrotem do domu, jeśliby twój sławetny Świetyłkin do szczętu zgrał się w karty.
— Pragnę, aby to nie nastąpiło jaknajpóźniej, a pragnę tego ze względów czysto egoistycznych, aby jaknajdłużej cieszyć się twoją obecnością, twojem towarzystwem miły mój rodaku. Tymczasem pozwól, abym cię po staropolsku ugościł: „czem chata bogata”.

Gawędząc, spożyliśmy skromny posiłek. Zaczem obadwaj pośpieszyliśmy do miasta, gdzie Tomasz Korsak podczas jarmarku miał zajęcie w biurze naczelnika okręgu.