Strona:Szymon Tokarzewski - Na Sybirze.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ognia” od wieków nazywanej, w wielu miejscach wydobywają się wprost z ziemi...
— Wszak te właśnie okolice czciciele ognia Gwebrowie uważają za miejscowości święte.
Dwie doby ten pierścień płomienny okalał nasz obóz...
Trzeciej nocy dopiero chlusnęła ulewa, po której zostaliśmy pogrążeni w ciemnościach zupełnych...
Często, oj! często, górale wyprawiali nam takie ilummacye i fajerwerki. Tylko, żeśmy się z czasem do nich przyzwyczaili, aż wreszcie patrzyliśmy na nie obojętnie, całkiem bez trwogi.
— A i tak się też przy trafiało: maszerujemy... Nagle daje się słyszeć skądcis podziemny huk, szum, bulgotanie, jakgdyby gotującej się wody...
Zaczem pod naszemi stopami rozstępuje się grunt — i wraz ze swego wnętrza wyrzuca szlam wrzący, kłęby smrodliwych gazów, które najczęściej zapalały się płomieniem.
To były erupcye błotnych wulkanów, mających kształt stożków niedużych...
Oj! i ziemia kaukazka i kaukazcy górale ze wszystkich sił swoich i wszelkimi sposobami zacięcie bronili swej niepodległości...
— Z wąwozu Palia-duta, w Dagestańskiej obłasti, wielu kulami przeszytego, uniesiono mnie prawie bez życia...
— Następnie, w Zabajkalskim kraju, w Pio-