Strona:Szymon Tokarzewski - Na Sybirze.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Niezrażony zaczepiał nas tylokrotnie, aż prawie przebojem, zdobył sobie wstęp do naszej izby i już na zdobytem stanowisku pozostał.
Syberyę zachodnią całą i sporą połać zabajkalskiej krainy znal na wylot i o tych okolicach, zupełnie nam obcych, jak również i Jakutach. Tunguzach i innych koczownikach, o ich obyczajach i wierzeniach bardzo ciekawe szczegóły opowiadał nam stylem barwnym sui generis, przedstawiając obrazy tajemniczych tajg i nieprzejrzanych stepów.
A te obrazy ożywiał wplątywaniem w nie swoich osobistych, często arcyzabawnych i niepowszednich przygód.
Skoro spostrzegł, że nas zdołał zainteresować swojemi naracyami, wyszczerzając w śmiechu pieńki wypróchniałych zębów, wyciągał do nas swoją futrzana, syberyjską bermycę i rechotał:
Nu’s, panowie wrzućcie tu garść „nikołajuszek”[1] i rzeknijcie, to dla ciebie na gorzałkę, na chleb i sól, i na,postoły” stary grzybie.
Rozumie się, że ta apostrofa do naszej hojności nigdy nie przebrzmiewała bez echa.

Maksimienko z filuternym, potrosze ironicznym uśmiechem chował, w zanadrze kopiejki

  1. Nikołajuszka — kopiejka z cyfrą cesarza Mikołaja I-go.