Strona:Szymon Tokarzewski - Na Sybirze.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ny, podówczas słynnej na obu półkulach świata istoty, o postaci kobiecej, a twarzy brodatej małpy, w krótkim kostyumie baletniczki.
Jak w muzeach i galeryach obrazów przed arcydziełami wielkich mistrzów, tutaj, w Minusińsku, przed tym wizerunkiem Julii Pastrany nigdy me zbrakło biesiadników z lubością i zachwytem podziwiających tę kobietę — małpę.
W tej izbie szumnie złotą salą nazwanej, pod ścianami stały wyścielane kanapy, fotele, krzesła, pokryte kwiecistą materyą, a słuzące jako legowisko pijanym, albo też wysypiającym się gościom; środek izby zajmowały stoły zastawione talerzami, półmiskami, kieliszkami i butlami najrozmaitszych form i kolorów.
Tutaj zebrała się cała śmietanka minusińskiego towarzystwa: wyżsi urzędnicy różnych dykasteryi okręgowych, oficerowie i kilka „wesołych „dam”, używających tuta, przywilejów wyjątkowych i mających powodzenie ogromne.
One to właśnie, te „wesołe damy”, prezydowały przy uczcie i rej wodziły pomiędzy wojskowymi i cywilnymi dygnitarzami minusińskimi, ostro odcinając ich dowcipy, a nie szczędząc im epitetów, które z grzecznością, uprzejmością, pieszczotliwością i dobrym tonem nic a nic nie miały współnego.
Głównym celem ich żartobliwych pocisków oficer, który w zrudziałym rozpiętym mun-