Strona:Swetoniusz - Żywot Nerona (tłum. Ejsmond).djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Raz błagał Sporusa, by ten płakał i rozpaczał, to znów żądał, aby ktoś dał mu przykład, jak należy odebrać sobie życie.
Żałował swej podłości. Wołał, iż żywot jego był bezwstydny i nikczemny. „To co teraz robię — nie jest godne Nerona. Trzeba coś postanowić w takiej chwili. Neronie! duch niechaj w ciebie wstąpi:“
Wtem rozległ się tentent jeźdźców, którzy mieli rozkaz wziąć go żywcem. Usłyszał — i drżąc zadeklamował grecki wiersz:
„Oto słyszę wielki tentent rumaków...“
To powiedziawszy, wbił sobie sztylet w gardło.
Sekretarz jego, Epaphroditas, dopomógł mu... Dyszał jeszcze, gdy zjawił się centurjon i chciał przewiązać ranę, jak gdyby przybył na ratunek. „Zapóźno... Oto wdzięczność...“ wycharczał Neron.
Z temi słowy umarł. Oczy miał otwarte a tak straszne, iż nikt bez zgrozy nie mógł w nie spojrzeć. Ostatnią prośbą Nerona było, aby głowy jego nie oddać wrogom, lecz spalić ją. Zgodził się na to Icelus, wyzwoleniec Galby, świeżo uwolniony z więzienia, gdzie go wtrącono na wieść o powstaniu.