Strona:Stefan Napierski - Poeta i świat.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rzec o tem. I dojrzeli go jeszcze, jak spoglądał zwycięsko,
Przyjacioły, przy końcu, gdy był najbardziej radosny.

Lecz, ożałobieni, zasmucali się nad nim, gdy oto
Wieczór już zapadł, zdumieni,
Gdyż w duszach postanowili to, co wielkie, mężowie,
A przecie miłowali pod słońcem
Życie i opuścić nie chcieli
Oblicza Pana
Oraz ojczyzny. Wszczepione
Było to w nich, jak płomień w żelazo, a u boku ich
Kroczył cień miłowany.
Tedy zesłał im
Ducha, zaprawdę
Zatrząsł się dom i gromy Boga,
Hucząc zdala,
Toczyły się ponad przeczuwającemi głowami,
Gdy, zadumani kamiennie, zgromadzeni byli
Heroje śmierci,
Teraz oto, kiedy rozstając się,
Raz jeszcze im się pojawił.
Gdy oto zgasło słońce dnia,
Królewskie, i złamało
Promieniejące-prosto
Berło, cierpiąc bosko, nieprzymuszone;
Albowiem powrócić miało
O wyznaczonym czasie. Straszliwe-by potem
Było i nagle urwane, niewierne
Dzieło człowieka, a stało się radością
Od teraz oto
Zamieszkać w miłującej nocy i zachować
W oczach naiwnych niezachwiane