Strona:Stefan Napierski - Poeta i świat.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


BROWNING.

A kiedy piana ze stromych brzegów,
pachnąca bronzem wodorostów, jodem,
ślizka, przecieka przez palce,
jak księżyc, — barki śpiewają na
oceanie i żagli ostrych wir:
o, jakżeż duszno! o, wielki przestworze!
Na szarych falach pęki lin odbite,
zielone, głuche, nęcące, jak włosy
splątane! Sieci, które wraz porywa
na głębię — pod nią dno kamienne
stopy topielców kaleczy — niechętnie
ciągnione, ciężkie od głazów, korali
i srebrno-płetwych ryb! Zadziwione,
kolczastym grzbietem, jak skały Normandji,
rzną żyły w dłoni, niby krzemień,
który krwi daje ujść łagodnie
na uczcie pośród róż! Onyks!
I perły grabione na mieliznach
przez ostrodziobe łodzie Fenicji!
Chmuro, która przesłaniasz lirę,
w wyprostowanym mym ręku
rdzewiejącą, ukaż, jak ją ugina
wichr! Struny jak giętkie
pręty nadwodnej wierzby, zwisające
od złotych jabłek Hesperyd!
Tu skała. W dali morza błękit uczy,
jak niemowlęcych słów: czystych wierszy.