Strona:Stefan Napierski - Poemat.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z wystaw fryzjerskich idą malowane kukły,
Za ręce się ujęły jabłka i peruki,
Psy włażą na przystanków karminową żerdź,
Oczy pękają, jak huki:
Oto błękitna śmierć.

Bądź mną na jedną chwilę,
Niech Cię w gardło łaskocą dni — ćmy, jak motyle,
Samochody dreszczem grozy
Prują dymiące i szkarłatne żyły,
Niech szary mózg otoczy Ci tuman narkozy,
W który drzewa, drzewa zielone się wryły.

Wieczorem, gdy Cię pragnę w złoceniach perspektyw,
Jak bochna chleba,
On się wychyla, Twój czarny detektyw:
Komin fabryk, jak fallus, wbity w ruję nieba.