Strona:Stefan Napierski - Poemat.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Popatrzcie na nas. Widzicie:
Idziemy uśmiechnięci
Skąpać w błękicie
Aureolę obcości wokół bladych czół.

Któryś to miasto okuł
W mostów żelaznych pierścień,
Zwieszonych nad rzeki,
O, czemuś mnie zagubił w twem straszliwem mieście,
Wiecznie daleki?

Spójrz, oto dnie.
Rosnę olbrzymi
Głową zaplątany w druty,
Bity przez aeroplanów śmigi.
Przedmioty za witryną szyby
Pogasły. Słońce dymi.
Jarkie ślepia tramwajów wystawy potłukły,