Strona:Stefan Napierski - Poemat.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ORZECHY

Zielonych liści gorycz zmieszana z smutkiem lip,
Pamiętam siebie chłopcem wybladłym i bezradnym,
W różowo—wonnym szumie płynącym w dni bezładne.
O, ławko pod orzechem. Bronzowy obok grzyb.

Żaluzje śpią zielone. Niebieska lśni polewa
Na donic okrągłościach. Cytrynny ciepły zmierzch.
Znów siedzę na ławeczce, wplątany w słodkie drzewa,
Wsłuchany w szelest ciemny, daleki, jak ma krew.

Czuć w dłoni cierpką kulę! O, łupać miąższ zielony,
Z twardej łupiny wygryźć zębami biały mlecz!
Smakować w ustach wiatr, co trzęsie drzew korony,
Sok słony, którym kipi, jak owoc, każda rzecz.