Strona:Stefan Napierski - Poemat.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


DRZEWOŚĆ

Supła się czarny korzeń, w konary gruchłe tężeje,
Zieloność gorzką listowi, pęcznieje, pęka w pień,
Chwiejnością gałązek wieje, głębokie ciągnie soki,
Ostrą patokę leje, w słodki się mleczy rdzeń.[1]
Rozsadzam zielone ramiona,
Drgam, prężę się w listki chore,

A dusza moja zielona
Rozpęka w białą korę.

Urastam, olbrzymie drzewo,
Rozkładam konary dokoła
W to nieskończone niebo,
Które mnie woła.

Szumiące lata leśne,
Pogodny chłodny zdrój —
Aż przyjdą bracia-cieśle
Podcinać biały słój.




  1. Przypis własny Wikiźródeł Wg erraty
    winien zaś być:

    Ostrą patokę leje, w słodki się mleczy rdzeń.

    Rozsadzam zielone ramiona,
    Drgam, prężę się w listki chore,
    A dusza moja zielona
    Rozpęka w białą korę.