Strona:Stefan Napierski - Obrazy z podróży.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Szaro. Szuranie liści,
jak szmer kołowrotków drewnianych;
dziergają płótna grube
kobiety przetowłose!

Chłodno. Rude gałęzie,
jak drzewce mocno ciosane,
jak groty z ostrzem stępionem,
dźwięczące w wrzasku ptactwa!

Dęby. Starce dostojne
z rozwianą na wichry północy
brodą, skrawą i groźną,
łagodne i już zmurszałe!

Nad jeziorem wzburzonem przystaję
pod tysiącletniemi chmurami,
o tatarak potykam się bury,
jak o włócznię rdzawą Wenedów...



AMSTERDAM

Przyjdź-że raz jeszcze, chłopcze pięknolicy,
Na Nieuwe Hogstraat, w żydowskiej dzielnicy,
Stań, głowę pochyl, i posłuchaj srebra
Melodyjnego dźwięków z sczerniałej wieżycy.
Nim zsiniałe źrenice nakryją powieki,
Tę lipę starodawną i kanał daleki