Strona:Stefan Napierski - Obrazy z podróży.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Listy, pełne wybiegów, jakby dla zabawy,
Piszę znów, proch przed tobą i cokół twej sławy.
Poezja — czyż pamiętasz? — podała nam ramię
Pod cieniem tamtej wiosny. To nas obu łamie.
Tedy dziś jeszcze mową wyznaję zawiłą,
Żem z obu śmierci bardziej gorzką obrał: — miłość.



ELEGJA NA VADUZ

Liechtenstein! O, jedyny zakątku na świecie
Romantyczny! Jak w ojczystym zapadłym powiecie:
Pełno nieuprzątniętych pośród szyb pajęczyn,
Tu, w lochach, o księżycu, napewno ktoś jęczy,
Szeleści łańcuchami, za sobą je wlecze,
Jak w młodości, gdy-m czytał Walter-Scotta. Leczy
Czas ponoć rany dawnych pięknych umiłowań,
Lecz zawsze jeszcze serce drga, gdy dzięcioł kowa,
Znużony-m, a znów młode drży serce człowiecze.

Więc to tutaj? Wśród zdarzeń widmowej zamieci
Cóż prócz przędzy zostało pajęczyn, rupieci
Z dawnych marzeń? Prócz garści, którą ważę, prochu,
Prócz echa, co przedrzeźnia, że nie zdołam kochać
Piękna świata? Że ono raz jeszcze przerasta
Siły wzniesione serca, kiedy-m uciekł z miasta,
By uciec sobie? Iż napróżno dyszę
Krwią, którą ono tłoczy, w słowach się kołysze,
Za każdym prostym krokiem nieznacznie się skrada,
Iż wstaje w czarnem oknie nieczekana blada
Twarz księżyca sądząca, bym znów zastygł w ciszę?