Strona:Stefan Napierski - Elegje.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ORFEUSZ
Menady

Pustką drążone oczy
Rozwierasz, straszny młodzieńcze!
Z oczodołów krew srebrna broczy —
Czy ci wystarczą wieńce?


Głowa

Rozchylone na zawsze wargi,
Szorstkie od śpiewu i soli,
Układają miłosne skargi
— Ale to boli.


Fale

Toczą się, Orfeuszu.
Palce złote, poprzetrącane,
Do zasklepionych uszu
Wlewamy pianę.


Głowa

To wy, nieznane struny,
Rozkołysane płasko,
Chłodne dziergacie całuny.
Bym uszedł blaskom.


Menady

To lny, nieznane siostry.
Na czoło cień kładziemy,
Profil rzeźbimy ostry,
Byś śpiewał, niemy.


Fale

Bezcielesnego, w uśpieniu,
Melodji czółnem kruchem
Wznosimy, zielona ziemio,
Dziwnym podmuchem.


Menady

On nasz! Zrudziały łąki!
Niedokochane ciało
Porozrzucało członki,
Opustoszało.