Strona:Stefan Napierski-Ziemia, siostra daleka.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


III

I ulitował się nad śpiącymi i dłońmi przebitemi
dźwignął na pola elizejskie, między srogie niebiosa,
jak skrzydłami.

I ulitował się Siebie i wstąpił na gwiazdy
królować po wieków wiek.

Ale my? cóż my? — którzyśmy przetrwali
na tej ziemi?

O, któż spróbuje, jak On? o, wrzeciądze,
dźwięki, co biją w wrota niewidzialne,
jak w tarcz miedzianą! o, rygle, o, kraty!
kwiaty z innego świata, dźwięk nieziemski,
zbyt słodki; czysty zbyt; tak rzeczywisty,
że wszystko w cień się mieni bezcielesny,
co w długim trudzie pragnęliśmy kochać, —
dziś nas odtrąca i ton ten zabija.
Bo, jak na drewnie był ukrzyżowany,
tak my na każdem drzewie. Ach, rozpięci,
o, jak ciążący, jak niedoskonali!
Nie zezwalamy, by się podźwignęło
bez nas: już poza wzrokiem naszym, lotne.