Strona:Stefan Napierski-Chmura na czole.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ZŁOTA MASKA

Wszystko to znam na pamięć, ratunku nie pragnę,
Noc chwieje się za oknem, bezmierna i pusta
— Tylko o świcie czuję czyjeś ramię smagłe,
Ciepłe wargi, co z lekka muskają mi usta.

Wtedy wzdrygam się, szepcę, niezbudzony brzaskiem.
I w głębszą czerń zapadam, kiedy jutrznia widna
Moje oczy zapadłe drąży szarym blaskiem,
Bym z uśmiechem do piersi znów przygarniał widma.

I tak przetrwał jak posąg, któremu wyżarły
Źrenice deszcze boskie, piorunów oklaski
Wawrzyn z czoła zerwały, że śni jak umarły,
Z którego twarzy złotej nie odjęto maski.