Strona:Stefan Napierski-Chmura na czole.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


DO SIOSTRY

O, tak, swobodny jestem! Zwolna noc uchodzi.
Rozdzielonym na zawsze jedna gwiazda płonie.
Jako w celi, zamieram w strzeżonym ogrodzie.
Wspominam oczy proste, nieulękłe dłonie.

Pomyśl, światami błądzę. Mrocznych szum gałęzi
Wyrok na ciemnych szybach na nas dwoje pisze.
Nie słuchałaś mnie, siostro. Ciebie miłość więzi.
Może wreszcie usłyszysz. I przebijesz ciszę.

Widzę ciebie, zwycięską, choć od tego ginę,
Bezlitośnie pokorna! w gruzów łunie śniadej.
Jak tonący, przerzucam po omacku linę.
Przysiągłem, że ocalę. Nie ma w tobie zdrady.

Może wreszcie usłyszysz w pożarów szeleście
I odpowiesz milczeniem, co przebija głuszę.
Spójrz! błądząc w zachwyceniu po nieprawem mieście,
Twoją kratę stalową srebrną dłonią kruszę.