Strona:Stefan Grabiński - Salamandra.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Tak. Wielki ruch wirowy myśli Bożej wspina się wciąż na coraz to wyższe kondygnacje.
— A my wraz z nim?
— A my wraz z Nim i w Nim: drobne ogniwa gigantycznej vivarthy![1]
— Więc zło, zdaniem twojem, jest równie wiecznem jak dobro?
— Tak — niestety. Lecz zawsze suma jego energji rozproszonej we wszechświecie jest mniejszą od napięcia potencjału sił jasnych i czystych. I dlatego zawsze wkońcu zwyciężyć muszą te ostatnie.
— Lecz nie rozstrzygająco?
— Nie. Zdaje się, że olbrzymi turniej trwać będzie wiecznie; kres walki odsuwa się wciąż w perspektywę nieskończoności. Szanse zła wprawdzie maleją, lecz prawdopodobnie nigdy nie spadną do zera. Byłoby to chyba możliwem w jednym, jedynym wypadku.
— Mianowicie?
— Gdyby Przedwieczny zniechęcony walką wchłonął z powrotem w Siebie świat objawiony i zamknął się w Sobie na zawsze.
— A czy to możliwe?
— A ty kochasz życie, Jerzy?
— Życie, mimo wszystko, jest przedziwnie piękne.
— Oto masz odpowiedź...

Wyjrzałem przez okno. Było już całkiem ciemno i na niebie świeciły gwiazdy. Od miasta nad-

  1. Vivartha, słowo hinduskie, oznacza wirowy proces przejawiania się Boga we wszechświecie; vivartha = łacińskiemu „vortex“ — (lub: vertex) — wir.