Strona:Stefan Grabiński - Namiętność.djvu/74

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Innym razem w czasie mej nieobecności niespodzianie zjawiła się Rotunda w ogrodzie Papadopoli, gdzie donja Orpega oczekiwała mego przybycia. Wysunęła się z poza grupy drzew tak nagle, że Inez mimowoli wydała okrzyk przerażenia. Na szczęście w tejże chwili nadszedłem. To właśnie spotkanie utrwaliło we mnie podejrzenie, że Donna Rotonda prześladuje Inezę.
Bo moją osobę zdaje się zupełnie ignorować, jakgdybym dla niej nie istniał. Byłżeby to tylko manewr zazdrosnej kobiety? Chociaż skąd ta pewność, że Gina jest o mnie zazdrosna, że nie kierują nią zgoła inne motywy? Może ja rzeczywiscie miałem być tylko „łącznikiem“ między temi dwiema kobietami, łącznikiem i niczem więcej? To pewna, że szuka zbliżenia tylko do Inezy. I to właśnie przejmuje donję dreszczem przerażenia.
— Nie chciałabym nigdy zostać z nią sam na sam — wyznała mi dzisiaj podczas kolacji. — Zawsze miałam jakąś instynktową odrazę do tej obłąkanej a teraz lękam jej wprost jak widma. Mam wrażenie, że wczoraj, już po twojem odejściu, gdy wyszłam na chwilę do loggji w parterze, by odetchnąć wieczornym