Strona:Stefan Grabiński - Namiętność.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czujemy to dobrze, że wie o naszej obecności, że nas, a raczej Inezy szuka, I może właśnie ten jej kamienny, pogardliwy spokój, ta wyrafinowana obojętność najwięcej denerwują moją ukochaną. Nie można się nawet przed nią bronić, bo nigdy nie zaczepia, nie prowokuje. Cała jej siła w tem, że przechodzi, że mija. Donna Rotonda che passa...[1]
Lubi też robić niespodzianki — lubi zaskoczyć znienacka i to wtedy, gdy się najmniej spodziewamy. Przed paru dniami późnym wieczorem odbiliśmy gondolą od Cad’oro. Zajęty rozmową z Beppem, któremu pomagałem we wiosłowaniu, odwróciłem się plecyma do wybrzeża i śledziłem światła odbite w kanale. Nagle uczułem, że Inez ściska mi nerwowo rękę.
— Co, carissima?
— Patrz, patrz tam — na wybrzeżu — ona!
Popatrzyłem we wskazanym kierunku i rzeczywiście spostrzegłem ją stojącą nad samą wodą wyniosłą i prostą jak kolumna.

— Widocznie wyszła na brzeg, by nas pożegnać — próbowałem zażartować lecz spojrzawszy na Inezę, zamilkłem...

  1. D. R. przechodząca.