Strona:Stefan Grabiński - Namiętność.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rasta się do wymiarów grozy. W ostatnich czasach zdaje się ustawicznie czegoś nasłuchiwać, na coś czekać.
Onegdaj wieczorem przytuliła się do mnie drżąca, a zapytana o powód, odpowiedziała:
— Ciągle mi się zdaje, że ktoś skrada się ku mnie cichemi kroki lub że czai się poza mojemi plecyma. Kiedyindziej znów mam wrażenie, że ktoś tu miał przyjść i zatrzymał się w drodze; lecz zamiaru swego nie zaniechał — tylko go na czas pewien odłożył — na termin nieokreślony.
— Ależ to są wszystko dzieciństwa, najdroższa — uspokajałem. — Jesteś trochę wyczerpana nerwowo i stąd może przewrażliwiona.
— Nie, nie, Adamello! Ty się mylisz. To jest coś całkiem innego. Najbardziej denerwuje mię właśnie ta nieokreśloność, owo wahanie się, ten brak decyzji...
— Jakiej decyzji?
— Nie wiem. Gdybym wiedziała, nie lękałabym się. Najgroźniejszym jest strach przed czemś nieuchwytnem. Czuję dookoła siebie złe, wrogie mi wiry.
Wzruszyłem ramionami i umyślnie prze-