Strona:Stefan Grabiński - Namiętność.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Dałaś mi najwyższe szczęście tej nocy, Inezo; nie wiem, czy zdołam je przeżyć do brzasku rana.
— Cha, cha, cha! — zaśmiałam się lekkomyślnie, pieszcząc ręką jego męską urodę. — Jesteś patetyczny, mój piękny małżonku!
— Nie wierzysz, Inezo?
— Nie wierzę, Antonio. Zbyt mnie pożądasz, by tak łatwo przyszło ci teraz rozstawać się z życiem.
— Nie wierzysz? — zapytał powtórnie z odcieniem obłąkania w swych ślicznych, niezapomnianych oczach.
— Chodź do mnie Antonio; wszak jesteśmy tylko ludźmi, tylko parą spragnionych siebie kochanków.
— Więc ja ci udowodnię.
I wyszedł z sypialni. Po chwili strzał z rewolweru zakończył poemat jego życia. Pięknym człowiekiem był Don Antonio de Orpega, mój mąż — nieprawdaż, kochany przyjacielu?
— On Panią kochał, jak mało który mężczyzna na ziemi kocha kobietę — odparłem cicho.
— Tak. To było l’amore altissimo — l’amore supremo. I dlatego bał się, by