Strona:Stefan Grabiński - Namiętność.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


niem na złośliwie skrzywione profile aniołków pochylonych nad masywną, wygiętą wargami brzegów czarą...
Wtem z wnętrza naczynia zaczęło się coś podnosić, coś róść pałkowatym trzonem, pęcznieć... Nagle wzdrygnąłem się, odwracając z obrzydzeniem oczy.
Z chrzcielnicy wydźwignął się olbrzymi fallus...
2 lipca.
A jednak zdaje się, że projekcje mają jakiś związek z rzeczywistością: zaczynają zwolna przeglądać tajemne przęsła i spoiwa łączące je z życiem — przynajmniej z mojem życiem...
Dziś przekonałem się, że klucz znaleziony przezemnie przed miesiącem miał mi oddać ważną przysługę: przydał się. Zwiedzając, jak zwykle, ruiny, wpadłem na trop nieznanej mi dotychczas galerji podziemia. Ciągnie się na prawem skrzydle klasztoru, może trzy metry pod poziomem. Dotąd zapuszczałem się zawsze w te kręte chodniki bez przeszkody: stały przedemną otworem; jeśli były jakieś drzwi, zastawałem je zwykle lekko uchylone lub tylko przymknięte — ustępowały pod silniejszem pchnięciem. Dziś po raz pierwszy natknąłem na zamkniętą szczelnie bramę wiodą-